NEW IN - ROSEGAL // ZAFUL

Hei wszystkim! Ostatnio zrobiłam ogromną listę. Są tam filmy, które chce obejrzeć i mówiąc ogromna wcale nie żartuje, jest na niej ponad sześćdziesiąt zdjęć z okładami różnych dzieł, a zdążyłam obejrzeć i odhaczyć dopiero dwa z nich. W międzyczasie uzupełniam moją listę czytelniczą coraz to nowymi tytułami i naprawdę kiedy na to patrze, zaczynam się tylko frustrować tym, że nie dam rady wszystkiego przeczytać. Nie wiem, dlaczego tak mam, ale ostatnio nie mogę zmobilizować się do czytania. Wiem, wiem - wystarczy tylko otworzyć książkę i zacząć ją czytać, ale kompletnie mnie do tego nie ciągnie i nie udaje mi się zrobić nawet tego. Stosik książek na mojej szafce tylko się powiększa i niestety nie ma go komu czytać. Ale nie zamierzam tego tak zostawić. W najbliższym czasie po prostu zmuszę się do zaczęcia którejś z nich. Początki są zawsze trudne, ale kiedy już wciągnę się w wir wydarzeń i pokocham bohaterów nikt i nic nie da rady wyciągnąć mnie z książkowego świata…. no może z wyjątkiem jedzenia. 

A poza tym? Zima, zima jest coraz bliżej a upewnia mnie w tej sprawie listopadowy śnieg, który ciągle nas zaskakuje. Nie to, żebym narzekała, kocham święta i cały ten piękny czas, ale nie zdążyłam nacieszyć się jeszcze jesienią, a już od nas odchodzi. Reklamy w telewizji coraz szybciej zmierzają w jednym kierunku - święta, święta i jeszcze raz święta. Dopiero pisząc ten post uświadomiłam sobie, jak bardzo jestem w tyle! Cały ten magiczny okres zacznie się już za nieco ponad miesiąc, więc trzeba powoli zastanawiać się nad prezentami. Nie mniej jednak, dalej będę starała się żyć jesienią, chociażby przez te ostatnie tygodnie. Buziaki 💗







RAINY DAY


Jestem z tych osób, które nie mają ulubionej pory roku, powód jest prosty - każda ma w sobie coś niezwykłego, coś na co się czeka i co sprawia że tak bardzo ją kochamy, ale i tak co kilka miesięcy próbuje oszukać własny tok myślenia wmawiając sobie że obecna pora roku jest moją ulubioną. W każdym razie warunki atmosferyczne ewidentnie wskazują na jesień, więc staram się cieszyć się tym okresem i wykorzystać go najlepiej jak tylko potrafię. Oczywiście zdążyłam już wypalić wszystkie świeczki z mojego domowego zapasu, więc muszę zaopatrzyć się w kilka dodatkowych sztuk. Matko, jesień bez świeczek... Dopiero teraz uświadomiłam sobie w jaki wpadłam kryzys! 

Pogoda za oknem sprawia, że jedyną rzeczą o jakiej marze jest spędzenie całego dnia w łóżku z dobrym serialem i kilkoma litrami herbaty. Do pełni szczęścia będzie potrzebna jeszcze szarlotka, lub ciasto marchewkowe… Boże jak ja kocham ciasto marchewkowe… W deszczowe dni uwielbiam właśnie to, że mogę zostać w swoim pokoju z rocznym zapasem jedzenia i nie robić kompletnie nic, nie mając przy tym pretensji do samej siebie o ekstremalne marnowanie czasu.







ORGANIZED?


Więc... no dobra, czuje się jakby nie było mnie tu od dwóch lat. Wynajdowanie naciąganych wymówek mija się z celem, bo tak naprawdę po prostu nie mogłam się do tego zabrać, kompletnie brakowało mi organizacji i jakiegoś planu działania. Wracam na ziemie. 

Co u mnie? Za wyjątkiem piątku, codziennie spędzam w szkole od ośmiu do dziewięciu godzin, a zanim doczołgam się do mojego domu minie osiemnasta. Witamy w trzeciej klasie, ostatni rok gimnazjum. Chce mieć to wszystko już za sobą ale z drugiej strony wiem, że kiedy to się skończy, zapragnę znów tam wrócić. Pomijając fakt że oprócz wyjazdu do Bułgarii całkowicie zmarnowałam wakacje, zdążyłam odespać chyba połowę mojego życia i przekopałam internet aby pozaczynać kolejne seriale, które same się nie obejrzą, to chyba powoli wychodzę na prostą. 

Ale nie wracam tu żeby narzekać. Początek roku szkolnego traktuje trochę jako nowy start. Lepsza organizacja, dokładniejsze plany, większe oczekiwania od samej siebie. Chociaż moje zajęcia skutecznie uniemożliwiają mi znalezienie odrobiny czasu mam dosyć ambitne plany. Nie wiem, czy ze mną jest coś nie tak, ale kiedy mój dzień zapchany jest po brzegi zajęciami, dużo łatwiej jest mi się zorganizować.  W tym roku postanowiłam skoncentrować się przede wszystkim na tańcu i szkole a co za tym idzie - egzaminie. Chciałabym też wprowadzić na bloga jakieś nowości, żeby nie pisać ciągle o mnie ( matko jak to egoistycznie brzmi) ale nie będę jeszcze niczego zdradzać... Z tym was dziś zostawiam. Jako że mam tendencje do rozpisywania się na głupie tematy, musiałam skracać ten post siedem razy, więc zmieniam taktykę - posty będę pisać częściej a krócej. Obiecuje, że kolejnym razem będzie coś ciekawszego! :) 







JAK SKRĘCIĆ DUPE


ten tytuł… ja wiem +10 do kreatywności. Ostatnio dzieje się po prostu za dużo, dlatego taka dziura w postach, a że nie dawno wydarzyły się dziwne rzeczy ( jak zawsze w moim życiu ) to też postanowiłam napisać posta. Jest kilka rzeczy których nienawidzę w moim życiu. Pierwsza - Podstępne elfy zabierają mi większość czasu i zanim się obejrzę już za trzy dni mam urodziny. Tak jak wszyscy nie mogą się doczekać swoich urodzin, tak ja chciałabym aby w ogóle nie nadchodziły. No błagam, nikt mi nie uwierzy, że mam 15 lat, przecież ledwo na 14 wyglądam. Ech…Nie ma to jak mieć 155 cm! Dobra wiecie jest jedna zaleta mojego wzrostu, kiedy słodycze leżą na wysokich pułkach i przechodzi jakiś przystojny Evan ( jeśli czytaliście ostatni post to wiecie o co chodzi ) to zawsze mogę go wyrwać na tekst „Hej, Jestem Wiktoria. Podałbyś mi Kinderkii” dobra ja wiem, że z moimi zdolnościami prędzej bym się o coś potknęła, popychając górę puszek niż zagadała do chłopaka, ale zawsze mogę pomarzyć. A druga rzecz - przez cały rok jestem niezniszczalna, mogę się nieustannie przewracać a i tak nic mi się nie stanie ale kiedy mam zawody taneczne to bumrakasza.
Ogólnie mówiąc, czego NIE polecam robić przed ważnymi zawodami tanecznymi :

- skakać na bombę do samochodu taty i centralnie środkiem tyłka wylądować na to coś do zapinania pasa w fotelu, tym samym zbijając sobie kość ogonową —> Siadasz, boli. Skaczesz, boli. Schylasz się, boli. Ale co? Hardkorowy koksu Wika musi ćwiczyć ze skręconą dupa ( ja wiem... nie ma czegoś takiego )

- nażreć się czekoladowych ciastek i potem jęczeć że boli cię brzuch.

- skakać skoki szpagatowe pomiędzy stołem a kanapą, zaczepić nogą o kanapę, wywołać wieli huk w domu i wylądować kolanem i łokciem na podłodze.

 Kalinuteq robiła mi zdjęcia i kazała powiedzieć, to mówię... <3 

BUTY - Adidas zx flux 
SPODNIE - Tallu weijl
BLUZKA - H&M
SWETER - New Yorker 

DRESSLINK HAUL

Hej! Dziś mam dla was mały haul z firmy dresslink, stwierdziłam, że raz na jakiś czas może pojawić się coś innego niż zanudzanie o moim życiu, więc o to jest inny post... Jeśli możecie, to proszę o poklikanie w linki, będę bardzo wdzięczna <3

 PĘDZLE - KLIK


WRAP CROP TOP - KLIK 

OKULARY - KLIK 

dodam jeszcze mój ostatni filmik, aby ten post stał się odrobinę ciekawszy :)
--> mój kanał - KLIK


HEFALUMPY

Nieszczęsny początek. Dlaczego tak ciężko go napisać? Głupku po prostu jesteś hefalumpem, one już tak mają... Przepraszam ale monologi to nieodłączna część moich postów... tak samo jak zanudzanie o pogodzie i jednorożcach. Ostatnio śmieje się 24 h na dobę więc może bez bezsensownego pisania o warunkach atmosferycznych przeczytajcie niżej dlaczego...

Siedziałam na przerwie ( oczywiście w łazience, bo gdzie indziej ) i opowiadałam koleżance o moim zmyślonym przyjacielu którego nazwałam Evan. Jest w cholere przystojny, wysoki, ma ciemne brwi i zarąbiste kości policzkowe, no jest po prostu idealny haha. "Poznałam" go na wakacjach i "okazało" się, że mieszka blisko mnie. W momencie kiedy skończyłam opowiadać jej, moją bardzo dokładną i wyczerpującą charakterystykę nie istniejącej osoby, spojrzałyśmy się na siebie i wybuchnęłyśmy śmiechem. Tak więc co przerwę w szkole miałyśmy padaczkę i nikt nie mógł nas uspokoić.

Gdy wróciłam do domu, mój brat i ja włączaliśmy serial ( ostatnio strasznie wciągnęłam się w The
Walking Dead ) obejrzeliśmy jeden odcinek, i wtedy moja kochana mamusia weszła do domu z torbami zakupów i zaczęła krzyczeć czy chcemy bułki.

Przebieg naszej rozmowy :

Mama: Chcecie bułki?!
My: Nie.
Mama: No to ja wam zrobię!
My: No nie chcemy! 
Mama: I tak zrobię. 

Każdy coś je. Ja umieram ze śmiechu razem z moim bratem, sama już nie pamiętam co było tego przyczyną, ale znając nas na pewno coś bardzo głupiego i mało zabawnego dla innych. Bartek ( brat ) w końcu się zamknął i zaczął robić herbatę, a moja mama  ( mistrz zmieniania tematów, chwalenia się swoimi obiadami oraz używania wyrazów takich jak : klawo i gra gitara ) nagle zaczyna nam opowiadać, że kiedyś na urodziny kupowało się dezodorant, a to znaczyło że jesteś już duży ( what?! ) Mamo kocham cię. Potem rozpętała się wojna na winogrona. Ja, wyrodna córka oczywiście trafiłam mamusie... W pewnym momencie poszłam po papier do innego pokoju. Nie minęło nawet 30 sekund ale kiedy wracam do kuchni co widzę? Bartka leżącego na podłodze i wylaną herbatę na stole... Teraz tylko pytanie... Jak?! #Mojeżycietakbardzonormalne 

+  niedługo na blogu pojawi się mała seria!


BUTY - Sinsay
KOMBINEZON - H&M
SWETER - New Yorker
OKULARY - KLIK 
mogę waz prosić o kliknięcie? z góry bardzo dziękuje! <3

WIŚNIEWO 2016


Uwaga przeczytanie tego posta graniczy z cudem i wiąże się z nieodwracalną utratą 10 minut waszego życia! Tak więc, po wielu tygodniach czekania, zdjęcia w końcu się ukazały. Tsaa tak właściwie jedno zdjęcie... i szkoda  że wyglądam na nim jakbym miała 40 lat i kilogram tapety ( łapka w górę ) I żeby nie było... Od razu chcę zaznaczyć, że miałam jedynie korektor, puder i pomalowane brwi. Tak, właśnie tak jestem dziwnym hefalumpem, który nie maluje rzęs! No ale przejdźmy do rzeczy...

Wiśniewo ( bo tak nazywała się ta "impreza" ) zaczynał się o 18 w sobotę. Moja przyjaciółka ( zapamiętajcie imię Wiktoria haha ) mieszka bardzo blisko szkoły, w której to organizowaliśmy... no tak właściwie to jest jest szkoła ale ciii. Więc umówiłam się z nią o 10 w sobotę bo wtedy cała nasza grupa przygotowywała sale. Czyli tak bardzo ogólnie mówiąc to wiązaliśmy balony, wieszaliśmy plakaty, przygotowywaliśmy kafejkę i scenę z nagłośnieniem a poza tym jeździliśmy w wózkach na meble (?) i obżeraliśmy się gigantyczną pizzą... ten moment kiedy jeden kawałek jest większy od twojej głowy :") Wtedy też założyłam się z Wiktorią, że pójdę na scenę i puszczę na całą sale nagranie, na którym (ona) fałszuje piosenki Justina Biebera... no i poszłam, co prawda musiałam ciągle prosić ziomka od głośników ale w końcu mi pomógł. Nigdy nie zapomnę jej miny kiedy 30 osób słyszało jej piękne śpiewanie ( Wiktoria jeśli to czytasz, to wiedz że ja nie zapomniałam o tych chrupkach serowych i musisz je zjeść ) 

Potem wróciłyśmy razem z Wiką inną koleżanką- Anią do domu żeby się ogarnąć, no i wiecie... zajęło nam to 4 godziny, typowo. Gdy doszłyśmy już do szkoły było coś koło 19. Okay... główny organizator ogłosił rozpoczęcie Wiśniewa, niektórzy już zaczęli tańczyć ( w tym też Wiktoria haha ) i nagle bumrakaszaka ( nowe słowa zawsze spoko ) Anię zaczął boleć brzuch, więc ja dobra koleżanka zaczęłam latać do ludzi i pytać czy mają może Apap. Po 10 minutach znalazła się w końcu osoba, która go posiadała ( dziękujemy ci o dobra istoto ) No i się zaczęło... Kto najlepiej tańczy? No my... Tak więc przez trzy godziny, rozwalałyśmy konkurencje. Spotkałam mega dużo osób z poprzedniego roku, i w pewnym momencie idę sobie z Wiktorią i taka sytuacja... 

Wika: Ej to chyba bernard. 
Ja: No co ty, to nie on ...
Wika: Bernard!!!
Nagle się odwraca... momentalnie wskoczyłyśmy za jego kolegę, żeby nas nie widział. Ale jednak... Podchodzi do nas
Ja: O bernard...
Wika: Widzisz mówiłam ci że to on 
Bernard: Eeee... 

No to uciekamy, bo czemu nie? Nie minęło nawet pięć minut i nagle widzimy kolejnego gościa... 

Wika: Ej czy on ci kogoś nie przypomina?
Ja: Nie... O kurde!
Wika i Ja: Artur!!!

Oczywiście on nas nie pamiętał haha.


Jako że nasza grupa była organizatorami, musieliśmy wykonać posługi czyli wybierasz albo bycie kelnerem, albo kucharzem przez 30 minut. Ja wywalczyłam bycie kelnerem więc Wika musiała kroić ciasta i zaparzać herbatę ( też cię kocham ) Chociaż się nie wydaje, to, to był jeden z fajniejszych momentów Wiśniewa. Dostałam bardzo śmieszny fartuszek i dlatego mówiłam że jestem pingwinem <3 Ciągle latałam od stolika do stolika z zamówieniami i ciastami, więc dosłownie wbiegałam do kuchni i darłam się do Wiktorii : Dawaj Laska 2 herbaty zielone i trzy razy murzynek. Nawet nie wiecie jak śmiesznie wygląda Wiktoria kiedy ciężko pracuje ( kocham cię jeszcze bardziej ) haha piękny widok. Właśnie wtedy poznałam też masę ludzi między innymi Czarka z którym potem tańczyłam haha. 

Robiło się coraz później, Ania z Wiką w pewnym momencie usiadły na murku i nie chciały się ruszać a ja, dzikie dziecko dżungli nagle dostałam mocy, więc wyrwałam chłopaka z naszej grupy i tańczyliśmy dwie piosenki. Tak jakoś wyszło, że jest już 5:20 więc postanowiłyśmy wrócić do domu i we 3 nocowałyśmy u Wiktorii. Przez całą drogę szłyśmy jak zombie ( niestety moja moc wyparowała ) i to jedna z tych sytuacji kiedy przez kilka godzin oczy same ci się zamykają, ale kiedy już masz możliwość położenia się w łóżku i zaśnięcia... nagle się odechciewa.

( ja wiem jak my wyglądamy... [*] )